Fucking London...

Emocjonalne doznania nienasyconej życiem
Kategorie: Wszystkie | adoratorzy | depresja | nasza klasa | pieniądze | problem z sąsiadami | przeklinanie | rozstanie | samotność | seks | syf, bałagan, porządki | ukrywanie prawdy | zakochanie
RSS
poniedziałek, 14 maja 2012
I failed

Uff.. Myślę, że teraz, gdy pozamykałam wiele rozdziałów w moim życiu, jest mi lżej. Czas rozprawić się ze starym bagażem... Teraz mam już na to siły. Gdy gonisz za własnym ogonem przez kilkanaście lat, odsuwasz od siebie to wszystko, na co nie masz energii, co uznajesz, że możesz zająć się tym później..

Pisałam kiedyś, że mam siostrę i że nie mam z nią kontaktu. Powód? Obraziłam się na nią, odechciało mi się z nią rozmawiać. Jaka jest tego historia? Ano dość złożona i dość długa, jak macie ochotę poczytajcie, jak nie -to nie.

Gdy wyjeżdżałam na studia (z podkarpackiego do Poznania), zostawiłam wszystko za sobą. Cały ten "syf"… Wiecie jak to jest gdy zapierdalasz w pracy przez ileś lat bez urlopu, decydujesz się go wziąć i wtedy się rozchorowujesz, albo masz zawał serca? Dopóki organizm musi nadążać za obowiązkami, nie pozwala sobie na chorowanie. Pierwszego wolnego dnia wszystko puszcza. Tak było i ze mną. W końcu byłam daleko od ojca -potwora (około 600km) i od stresu związanego z jego zachowaniem pod wpływem alkoholu, na chwilę przed egzaminami zmarła mama. ...A ja wyjechałam.

Dopadł mnie wtedy wirus wprost proporcjonalny do przeżyć z którymi musiałam sobie radzić przez całe życie, -encephalitis. Wirus, który zabiera Ci twoje wspomnienia, a zostawia informacje typu jak trzymać łyżkę stołową...

Tak więc bardzo drogie studia dzienne (ASP) rozpoczęłam od utraty pamięci i bez środków do życia. Cool. 

Tylko ja i Bóg wiemy ile razy po tym wydarzeniu zaczynałam wszystko od nowa.. Pracowałam i studiowałam jednocześnie. Nie miałam zbyt wiele wolnego czasu, niestety. Gdzieś po drodze wplątałam się w związek z exexsem (wspomnianym już przeze mnie jako Łysy), gdy byłam na ostatnim roku zmarł ojciec. Siostra wyjechała wtedy do Warszawy, 14 letnim bratem zajęła się babcia, a ponieważ ze względu na swój podeszły wiek nie mogła być jego opiekunem prawnym, obowiązek ten przeszedł na siostrę. Brat mieszkał z babcią, robił co chciał i kiedy chciał. Miał 16 lat gdy poraz pierwszy miał problem z policją.. 

Siostra pobierała bardzo wysoki zasiłek rodzinny na brata po zmarłych rodzicach. I dobrze, dzięki temu chłopak miał w co się ubrać.. Nigdy nie wnikałam jak ona dysponuje tą kwotą, wierzyłam, że jest rozsądna i wie co robi. 

..Ale babcia rozchorowała się i jeden z jej synów umieścił ją w warszawskim domu opieki, (ode mnie żądając opłacania tegoż)..

Tak czy owak, siostra stanęła w obliczu realnego zaopiekowania się bratem. Pewnie było jej ciężko, bo zostawiła go tam samego (nieletniego) na starym trzypokojowym mieszkaniu, na pastwę losu, w miasteczku oddalonym od Warszawy o 250km. Opłacała czynsz i rachunki z renty po rodzicach, i domniemuję, że wysyłała resztę bratu na jedzenie, odzież itp.

Wiadomo było, że po ukończeniu przez brata 16tego roku życia zasada jest taka, że renta  jest wypłacana, dopóki dziecko się uczy. Z jakiegoś jednak powodu brat zaczął kraść, pić i przestał chodzić do szkoły. Czy to był znak, że brakuje mu środków do życia, -nie wiem. Nikt mnie o tym nie powiadomił, niestety...

Moim zdaniem to był znak, że nie można go tam tak samego sobie zostawiać, że potrzebny był mu ktoś bliski, ale nie mnie oceniać... Nie było mnie tam, gdzie mnie potrzebowano..

W każdym razie, gdy zakończył przygodę ze szkołą, siostra przestała otrzymywać pieniądze. Postanowiła więc pozbyć się mieszkania, w którym mieszkał brat. Poprosiła mnie abym się z niego wymeldowała, bo ona zamienia je na mniejsze, własnościowe. Nie miałam czasu tam jechać, miałam wtedy dobrą pracę, którą mogłam stracić bo szef nie chciał mi dać wolnego, mój narzeczony mnie zdradzał i świat walił mi się na głowę... Udało mi się wymeldować na odległość. Siostra obrażona na mnie, że nie przyjechałam, zabrała dla siebie wszystko co wartościowe, resztę wyrzucając na śmietnik. Nie zostawiła dla mnie nawet jednego zdjęcia rodziców, żadnej pamiątki. Bardzo mnie to zasmuciło. Mieszkanie własnościowe zapisała na siebie i zaczęła je wynajmować. Ja myślałam, że mieszka w nim nasz brat...

Brat niestety wylądował "na ulicy". O tym nie wiedziałam.. Siostra nie wiadomo dlaczego odcięła mnie od wszelkich informacji.

A ja? Ja byłam zbyt zmęczona (zapierdalaniem, problemami w związku i karmieniem mojej urażonej dumy), aby  pomóc bratu. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie… Mogłam bardziej się postarać.. Teraz, gdy dowiedziałam się o wszystkim, jestem nie tyle zawiedziona, co po prostu zła… Wrr!


21:25, libriumia , zakochanie
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 maja 2012
We manage :-)

Nie jestem jakoś przesadnie zmęczona. Za to jestem… hmm.. przydeptana. Nie przepadam za pobudkami o 3 w nocy na karmienie, niestety. O 5.00 udaje mi się zasnąć ponownie, potem budzę się gdy mąż wychodzi do pracy. Czasem padam na pysk już o 8 wieczorem, więc gdyby nie to, że wtedy brakuje mi naszych kilkugodzinnych rozmów o wszystkim i o niczym, nie narzekała bym. I w sumie nie narzekam, bo w weekendy to Chris karmi małą w nocy a ja się zajmuję tym wszystkim na co w tygodniu nie mam czasu :-)

Niestety moja kreatywność gdzieś się ulotniła i pomimo, że czuję się dobrze, jakoś trudno mi zebrać myśli, nabrać dystansu do tego co dzieje się wokół mnie… 

Dzień upływa na karmieniach, odbeknięciach, zmianach pieluszek, zmianach zasiuranych i oplutych mlekiem ubranek, wstawieniu prania, i wygospodarowaniu czasu na sprzątanie, siku, kawkę czy herbatkę, szybką przekąskę i ewentualną wymianę kilku zdań ze znajomymi. Kąpiel mogę wziąć dopiero po powrocie męża z pracy. Książek nie czytam, bo ten czas wolę poświęcić na drzemkę. 

W byciu optymistką utrzymuje mnie myśl, że to nie będzie trwało wieczność lecz tylko parę miesięcy, no i córka wynagradza mi wszystko, -czasem uśmiechem, czasem niesamowicie pełnym zaufania przytuleniem lub spojrzeniem prosto w oczy. Moje zafascynowanie naszą Ellen tłumaczyłabym zmianami hormonalnymi w organizmie (ciąża, poród, karmienie piersią), gdyby nie to, że Chris przeżywa dokładnie to samo. 

I wiecie co? Bycie mamą jest fajne! :-)


00:04, libriumia , zakochanie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 maja 2012
Genes

 

Chłodna wilgoć powietrza wdziera się przez okno łazienki. Światło przez mleczną kalkę chmur łagodnie rozjaśnia pomieszczenia. Ptaki dotrzymują towarzystwa od 5 rano, deszcz nie deszcz, ćwierkać trzeba :-)

Ostatnie 3 tygodnie były ciężkie. W szpitalu przyplątał się do mnie wirus, przez który przez 20 dni srałam co godzinę, nie ważne, dzień czy noc. Jakby tego nie było dość, ugryzł mnie pająk przez co spuchła mi dłoń. Dostałam wysypki alergicznej na całym ciele przez Ibuleve gel, mój organizm przestał tolerować produkty mleczne, trochę rzygałam. Prawie nic nie jadłam.

Koniec końców wszystko się unormowało, wracam do świata żywych. Schudłam chyba ze 20 kilo. W brzuchu pozostały tylko guzy macicy, poza tym jestem pusta jak bęben.

Ellen rośnie jak na drożdżach, odnosimy wrażenie, że każdego ranka jest większa o kilka milimetrów. ...I pewnie jest :-)

Nasza córcia wydaje się być bardzo inteligentna, to, co przypisywane jest kilkumiesięcznym dzieciom ona robi już teraz. To nie przypadek, że gdy jest głodna sięga ręką w stronę butelki i patrzy to na nas to na butelkę, to nie przypadek, że gdy tę butelkę jej podajemy uśmiecha się, itp, itd. Ona ma 3 tygodnie! 3 tygodnie.. Jeśli IQ odziedziczy po nas to wyliczając średnią obojga rodziców będzie miała 178. Ja myślę, że przewyższy nas intelektem i to jest fascynujące :-)

Jaki świat ją czeka? Świat, w którym dzięki poprawce w genach będziemy żyli 200, może 300 lat? Świat bez wojen? Oparty na równowadze ying i yang? Co wniesie Ellen ze sobą? Kim będzie? 

Pytania piętrzą się nie budując oczekiwań, lecz poprawiając apetyt wyobraźni… 


11:57, libriumia , zakochanie
Link Komentarze (1) »
czwartek, 19 kwietnia 2012
I am alive!

Oppaaa! Podnoszę lewą nogę do góry bez wysiłku. Bez bólu. Hmm. Czyżbym była już martwa? Rozglądam się. Jeśli nawet, to jestem w szpitalu a mąż czesze moje całkiem mokre od potu włosy. Przyjemne. 

Nie mogę się przewrócić na bok. Mój tyłek, wciąż w znieczuleniu od pasa w dół, waży tonę. OK. Przestań wymachiwać nogami, bo pozrywasz wszystkie szwy. Ogarnij się Libriumio -pomyślałam 

Po chwili pielęgniarka zakłada mi cewnik. Uuuu, ale ulga… :-)

Ellen, gdzie jest Ellen? Chris podaje mi ją w ramiona. Jakaż ona malusieńka… Mój skarbeczek.. 

Wszystkim zajmuje się Chris. Pielęgniarka pyta, czy ma jej podać mleko z butelki. -"Tak, odpowiadam, naturalnie, ja nie mogę się nawet poruszyć"

Jestem wykończona, co 3 godziny dostaję potężną dawkę mocnych środków przeciwbólowych i morfinę. Wiem, że muszę odzyskać siły.

Już następnego dnia samodzielnie wychodzę do łazienki, co prawda trzymając się za krocze aby nie popuścić i pojękuję przy każdym kroku, ale daję radę. Przez trzy kolejne doby czuwam. Nie śpię. Czuję, że jestem chora, a to jedynie nieustający atak niepokoju na skraju z atakiem paniki. Spać, spać, spać...

Chris walczy z pielęgniarkami o to, aby być przy nas w nocy, niestety bez rezultatu. Biedulek czuje się jakby odseparowywano go od rodziny. Wraca jak bumerang każdego ranka i spędza z nami czas do ostatniej możliwej minuty. 

Czuję, że życie ze mnie uchodzi, tym razem jednak walczę o to, aby być z nimi. Dla nich… OoO! 

Ja mam dla kogo żyć!! :-)

14:18, libriumia , zakochanie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 kwietnia 2012
Can I have an epidural please? ….E! Pi! Du! Ral!

cien

Poród zaczął się na dwa tygodnie przed terminem. Zaczął się nagle. Skurcze -3 na 10 minut. W ciągu trzech godzin miałam pełne rozwarcie. I wszystko przebiegło by niezwykle sprawnie, gdyby nie trzy dodatkowe, wielkości pięści, guzy macicy, których nie zauważono, a które zablokowały wyjście Ellen.

Jej serce znacznie zwolniło, musiano więc wepchnąć widoczną już główkę spowrotem i wyjąć małą przez cesarskie cięcie. Ellen nie oddychała… To tak w skrócie.

Podano epidural, o który prosiłam od dwóch godzin, ale najpierw morfinę, bo nie było anestezjologa w pobliżu a potem mieli inny nagły wypadek, więc cierpliwie w bólach, wdychając gaz, czekałam… Kazano wstrzymać parcie. Potem poród.

..aYyyyyy!!!! -usłyszałam jakby z zewnątrz. To było jak wycie wilka. Moje własne wycie. Nie miałam pojęcia, że potrafię wydobyć tak czysty i tak głośny dźwięk prosto z płuc!

Przestań przeć -ktoś powiedział. Posłuchałam. Ustawiono niebieską kotarę, odcinając mnie od reszty świata. Podano kolejną dawkę epiduralu. I kto wie, czy to, co później widziałam było efektem morfiny, czy mojego wycieńczenia, ale był czas, gdy nie widziałam nikogo na sali. Nikoguśko. 

A potem Cień. Szybki jak światło latarki w dłoni, pionowy pas ciemności przemieścił się gdzieś tam, w okolicach moich stóp. -"Coś ty za jeden?" -zapytałam w myślach. Nie odpowiedział. Zaszumiał tylko, i ukazał się przy moim ramieniu, jakby zaglądając co u mnie. Zaniepokoiłam się. 

-"Odejdź stąd, nie masz tu czego szukać" "No idź sobie, a kysz!" -skupiłam swoją całą pozostałą we mnie energię na tę myśl. "Jak już musisz kogoś zabrać, weź mnie, a ją zostaw w spokoju… Fuck off!"

Spojrzałam na prawo, tam 8 a może więcej osób krzątało się przy oddalonym ode mnie o około 4 metry stole, zatroskany mąż, wprawne, lecz nerwowe ruchy lekarzy. Chris przyszedł do mnie, pogłaskał po głowie i powiedział: "Już wszystko dobrze kochanie, chcesz zobaczyć córeczkę?" 

Przytulenie jej było kojące, chyba zasnęłam, a może straciłam przytomność.. Nie wiem.

Panie Boże, dziękuję Ci za to, że pozwoliłeś nam poznać się lepiej, i nie wiem, czy dużo, czy niewiele nam czasu pozostało, ale dobrze wykorzystamy każdą minutę. Obiecuję :-)

Co się naprawdę wydarzyło przeczytacie tutaj

19:37, libriumia , zakochanie
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 80
następne
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
  • libriumia
Ostatnie wpisy
  • I failed
  • We manage :-)
  • Genes
  • I am alive!
  • Can I have an epidural ...
  • A hippo syndrom
  • Kinder eggs
  • Fucking lucky me
  • Lovely saturday and heavy ...
  • My first cake is a fucking ...
Zakładki:
Ulubione
0,1 Fentanylu proszę
0,1 Fentanylu proszę
Bajki Starego Zgreda
Bez mojej woli
Bez zakończenia.
Być bardziej
Cuckold, swingers - moje początki ...
Dorota smakuje
Dziennik H
Erotyczny pamiętnik Marceliny M.
Erotyczny pamiętnik Marceliny M.
Karuzela codzienności - czyli ...
K.o.Kaina
K.o.Kaina
K.o.Kaina
Kropotkin
Magda
Moje seksualne podboje z żoną - ...
Myśli i przemyślenia..
Nie ma stawania sie, nie ma ...
Nocna rzeka...
O depresji zwyczajnie
OLZUSY u Fajwokloków
OLZUSY u Fajwokloków
Pamiętnik nie tylko erotyczny...
Pan Tadzio
Półwytrawne słowa, pite prosto z ...
Półwytrawne słowa, pite prosto z ...
Przemyślenia Blokowego Desperado
Przemyślenia Blokowego Desperado
Punkt widzenia
Puste Pieprzenie
Puste Pieprzenie
Rozmarzonazona
Równia pochyła - Rozwód
Samotna w tłumie
Samotnia. Miejsce pełne książek
Singielki
Singielki
Skrawki życia w Wolnym Mieście
Słodkie cytryny
The Inside
To, co wygodne i niewygodne.
W białym fartuchu
W białym fartuchu
Zapiski
Zapiski faceta, przed którym matki ...
Życiem po łapkach
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Zapisz się na newsletter! Liczba zapisanych: 2
zamów newsletter
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog